Shorty kulinarne (krótkie opowieści o tym co kulinarne)- Toalety cz.1

Shorty kulinarne (krótkie opowieści o tym co kulinarne)- Toalety cz.1

Porozmawiajmy o toaletach w restauracjach/knajpach/kawiarniach…
Nieodzownym elementem łańcucha pokarmowego są toalety.
Cieszę się, że rozbrykaliśmy się jedzeniowo, właściciele knajp nie boją się szukać nowych trendów, a ich talerze wyglądają niczym z okładek kulinarnych magazynów. Niemniej jednak często restauratorzy zapominają o tym małym pomieszczeniu, gdzie higiena oraz spójność w aranżacji miejsca jest arcyważna, w końcu tam też przyjmują gości. Gości, bo zakładam, że właściciele i menedżerowie nie traktują nas jak zwykłych klientów. Prowadząc restaurację, powinno się traktować każdego niczym swojego przyjaciela, a „swojego” człowieka to chyba nie chcemy wprowadzić do…brudnego kibla.
Niestety w wielu przypadkach zwykły McDonald jest lepszy w tej kwestii, od „ambitnych” restauratorów.

Rynek gastro kwitnie, a nowe, modne miejscówki, zaskakują nas oryginalnymi koncepcjami i daniami. Na piedestał stawia się Szefów kuchni, czy lunchowe hity. Zainwestowałabym jednak w dodatkowego pracownika do sprawdzania toalety, bez względu na to, czy za kolację mamy zapłacić od osoby 25pln, czy 250pln.

Z własnych obserwacji śmiało stwierdzam, że estetyka toalety nie zależy od tego ile wydamy na posiłek lub jak dużo właściciel zapłacił architektowi, a od tego jaka jest kultura osobista tegoż właściciela.
Jednak, żeby rzetelnie dokończyć „short kulinarny”, rozpoczynam wędrówkę po warszawskich toaletach restauracyjnych. Wszystko po to, by dokonać podsumowania najlepszych i najgorszych miejsc pod względem czystości i spójności z całą koncepcją miejsca.
Jeżeli macie sugestie dokąd zmierzać, gdzie się zatrzymać i dostarczyć sobie doznań, dajcie znać, czekam na Wasze pomysły;)

Pozdrawiam,
Jagna

Wącham Cię 21 razy…

Wącham Cię 21 razy…

Co się robi z jedzeniem?

je się?

połyka?

trawi?

wybrzydza?

a wącha się też?

No właśnie, zapominamy chyba o bardzo ważnym nawyku wąchania. Dobrze wiemy, że bez zapachu nie czulibyśmy w ogóle naszej ulubionej jajecznicy z przysmażonym boczkiem, rozpuszczonego masła na pierogach, malinowego, dojrzałego pomidora, świeżo startego parmezanu na ręcznie robionym makaronie, czy nawet smaku obleśnego kebaba, uwielbianego przez tych otumanionych alkoholem.

Dlaczego wielkie supermarkety mają zazwyczaj swoje „przepyszne” piekarnie? Bo większości z nas zapach świeżo pieczonego chleba kojarzy się z beztroskim dzieciństwem, zatem lecimy tam i w ciemno kupujemy firmowane pieczywo. Jakie ono jest następnego dnia to sami się przekonacie, albo nie raz przekonaliście:)

Zapach jest niczym gra wstępna do rozkoszy z kobietą lub mężczyzną. Kobietę lub mężczyznę należy wąchać. Jej lub jego zapach wzbudza u nas apetyt na więcej. Jest dokładnie tak samo jak z jedzeniem, nieważne czy coś jest ogólnie uważane za dobre, czy ogólnie uważane za piękne/przystojne. Ważne jest to, żeby w naszej głowie „ten” zapach wzbudzał chęć skonsumowania.

Naukowo, empirycznie, organoleptycznie i łopatologicznie mamy udowodnione, że jeśli czujemy zapach jedzenia to tym bardziej smakujemy.

Ponoć by każda czynność stała się naszym nawykiem, musimy ją powtórzyć 21 razy. Zróbmy sobie zatem dobrze i zacznijmy od powąchania nabranego na widelec, łyżkę lub palec naszego posiłku. Nie po to by sprawdzić czy jedzenie jest świeże, a poznać siebie i sprawdzić co nam naprawdę smakuje. W kwestii damsko-męskiej nie wiem czy wystarczy 21 razy powąchać żeby się zakochać, ale próbować możecie:)